„Na konwentach lubelskich stan atrakcyjności układa się w strefie stanu średniego. Miejscami z przekroczeniem stanów ostrzegawczych…”
Tegoroczny StarFest nikogo nie zaskoczył i zaprezentował się, podobnie jak w zeszłym roku, dość przeciętnie. Nie było ani jakiegoś zauważalnego skoku jakościowego, nie było też totalnego zjazdu. Oczywiście pojawiłem się, nie tylko z kronikarskiego obowiązku, ale również w celach towarzyskich. Wizualnie wystawców było mniej i, niestety mam wrażenie, że poza wysokojakościowym rękodziełem pojawiło się również Ali i, niestety, AI. Prelekcji było całkiem sporo. Niestety jakoś tak się złożyło, że większa część interesujących dla mojej skromnej osoby, miałem już okazję wysłuchać (i obejrzeć) w ramach innych imprez. W tym roku koncertowo rozminęliśmy się z… koncertami (sic!). To nie była moja bajka. Ogólnie odniosłem wrażenie, że muzycznie było ubogo. Podobnie skromna była podaż tego co tygrysy lubią najbardziej, czyli warsztatów, ale nie było to bardzo zaskakujące, bo nigdy StarFest nie zasłynął w tym względzie.
Cały czas mam jednak nadzieję, że może za rok impreza rozkwitnie, bo przydałby się większy, bogaty w atrakcje konwent/festiwal fantastyczny po tej stronie Wisły.,

























































